Skarby z mojej mptrójki

Dzień taki jakiś niemrawy, coś musi być z ciśnieniem, a jak na złość na każdym kroku wyskakuje tysiąc różnych naprawdę ważnych i pilnych spraw do zrobienia. Głównie stresująco-remontowych i denerwująco-zawodowych. W dni takie jak ten włącza mi się maruda jak na zawołanie. Postanowiłam więc rozchmurzyć się odrobiną muzyki.

Mój odtwarzacz mp3, od lat ten sam, dzielnie jeździ ze mną wszędzie, choć bateria trochę mu niedomaga, ma za to nowe słuchawki, bo takich, które w mojej torebce przeżyją więcej niż 1-2 lata jeszcze nie wynaleziono.

Powiedz mi, co masz na mptrójce, a powiem Ci, kim jesteś?
Z chęcią dowiem się, w jaki sposób charakteryzuje mnie następujący zestaw:

Bonobo – Days to come

Cała twórczość Bonobo to taka leniwa, lejąca się jak syrop klonowy, a jednocześnie brudna, zgrzytliwa i piaszczysta muzyka na długie spacery czy podróże autobusem. Ma to, co lubię, czyli dobre kompozycje i melodie. Feeling leśnego chilloutu udekorowanego kwiatami, umieszczonego w jakiejś starej fabryce. I od czasu do czasu zaskakujące rozwinięcie kawałka, który zupełnie inaczej się zapowiadał. Mam też nowy album Bonobo, ale jeszcze za dobrze się z nim nie zapoznałam, wiec trudno o recenzję. Ten musi wystarczyć. Bardzo smaczny kąsek.
Będę wklejać całe albumy lub pojedyncze utwory, w zależności od tego, co jest dostępne:

 

High Contrast – Essential Mix 2007

Dźwięki drum’n’bassu nieodmiennie wywoływały mój entuzjazm, odkąd zaczęłam chodzić na jakiekolwiek imprezy, chociaż przez lata moje uszy wielbiły raczej cięższe, mechaniczne jego odmiany. Obecnie mi odbiło na stare lata i choć nie pogardzę porządnym techstepem wiercącym dziury w piekle, to doceniam też lekkostrawne, energetyczne dramiki rodem z Hospitala, idealne do furki w trasę lub na poranne tańce przed pracą. Wiem, że każdy tru dramenbejsiarz mnie za to zjedzie, raz już zostałam za to skrytykowana przez internet, a to, wiadomo, poważna sprawa, strasznie się przejęłam i przez tydzień nic nie jadłam. Na szczęście już od dawna nie jestem czarnowłosą dziewuchą zasuwającą po mieście z saszetą i w czarnych podkolanówkach, więc wybaczcie, ale mam to w poważaniu, ten set katuję chyba najczęściej, chociaż znam już każdy sampel.

 

DJ ’95 Style vs DJ Mystic, DJ Notty Noiz & MC Komet – Live @ Nocny Trans ’05 🙂

Tak naprawdę muzyka z tego setu – soczysty happy hardcore – nie pochodzi wcale z 2005 roku, tylko z końca lat dziewięćdziesiątych, w dodatku żaden normalny człowiek nigdy jej nie słyszał poza mieszkańcami Londynu i nie wiedzieć czemu garstką maniaków z Łodzi i Torunia. Nie grają jej już na żadnych łódzkich baletach, chyba, że grają, a ja o tym nic nie wiem, co nie jest wykluczone. A co robi na mojej mptrójce? To, że jakiś czas temu intensywnie udzielałam się na forum Nocnego Transu i w społeczności związanej z tą audycją, żyłam tym w jakiś sposób, byłam w Radiu Łódź kiedy ten set powstawał i budzi on moje nostalgiczne wspomnienie takiego niewinnego, może naiwnego okresu w moim życiu, który odszedł w niebyt i mogę go sobie ewentualnie czasem powspominać.

{tutaj link pojawi się może później – musiałabym wrzucić to sama na youtube, bo nie ma. Ale może się o to pokuszę}

 

Koop – Waltz for Koop – Alternative takes

Lubię, kiedy jakaś moja znajoma czy znajomy dosiadają się do mojego folderu z muzyką, bo zawsze odkryją coś, co zalegało latami w ciemnych czeluściach mojego dysku, kompletnie przeze mnie niedoceniane. Tak też było z tym albumem. Cała muza Koop’a (tak dwuznacznie się nazywa: czego słuchasz? KUPA. Coś jak lumpeksy Fart, tylko że w drugą stronę) to zbiór misternie skonstruowanych arcydzieł i raju dla moich uszu, spragnionych skomplikowanych aranżacji i dobrych pomysłów. Znajdzie się i jazz, i house, i połamane rytmy, w remiksach różnych twórców. Bardzo inspirujący jest ten album. Całą muzykę artysty Koop:) polecam wszystkim miłośnikom niebanalnych, nieoczywistych i nienudzących się szybko dźwięków.

 

Kult – różne luźne kawałki

Kazik ma twarz, jakby przejechał po nim czołg albo stado pędzących kombinerek, ale jego charyzma sprawia, że nawet w obecnym wieku uważam go za przystojnego faceta i wprost uwielbiam jego zmysł artystyczny i poczucie humoru. Miałam przyjemność gościć w łódzkiej Wytwórni na tegorocznym koncercie unplugged i zaiste podobało mi się. Wybrałam sobie kilka starych kawałków Kultu, żeby jarać się zawartymi w nich tekstami i nie tylko – bo warstwą muzyczną też. To też trochę portret minionej Polski, a jednocześnie wciąż współczesnych Polaków, którzy aż tak się nie zmienili. A trochę po prostu swojskie wygłupy.

 

Zero 7 – Simple things

To mój najukochańszy album downtempo, którym mogę się zachwycać, chociażby i wyszedł mi bokiem z każdej strony (tak właśnie jest. Nie mogę już go słuchać, ale wciąż się zachwycam). Wszystkie dźwięki są poukładane we właściwym porządku, kolejno rozkwitają, zabierają cię w podróż, wprawiają w nastrój rozmarzenia. Na dzisiejszą aurę jak znalazł. Wiadomo, kwestia gustu, ale ja więcej nie potrzebuję. Inne albumy Zero 7 też lubię – każdy jest inny – ale ten pozostanie na mojej liście top 10 ever, lub inaczej – znajdzie się na niej, jeśli taka lista powstanie, bo strasznie byłoby to trudne, tyle jest pięknej muzyki.

 

I to wszystko, koniec i bomba, kto słuchał, ten trąba! Mam nadzieję, że dostarczyłam komuś rozrywki, bo sobie bardzo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s