Zostawić melanż

*melanż (fr. mélange) – mieszanka, miks; w młodzieżowym rozumieniu chodzi o weekendową mieszankę różnego rodzaju używek, sprawiającą, że prędzej czy później (im prędzej, tym lepiej) siedzisz z miną jak Zjarany Zbyszek i mówisz: „haaaa… ale faza”, później nieuchronnie demolujesz koledze prysznic przy okazji rozbijając lustro, ewentualnie spadasz z kibla i nie możesz się podnieść, więc puszczasz pawia i zasypiasz.

Jak niedawno czytałam, spośród różnych sposobów picia alkoholu obecnie najmodniejszy jest tak zwany binge drinking, polegający na intensywnym przyjmowaniu dużych ilości wódki i substancji pobocznych przez jeden lub dwa dni weekendu w celu kompletnej utraty świadomości.
Czyli jeżeli pijesz trzy piwa w sobotni wieczór i zapalasz jednego jointa, to nie jest żaden melanż, a Ty jesteś passe i zachowujesz się, jakbyś miał siedemdziesiąt lat.

Każdy będący w temacie imprezowicz orientuje się, że tydzień ma dość typowy przebieg wydarzeń:

Czwartek

Czujesz się dobrze. Jesteś zaaferowany tym, że jutro piątek. Wiadomo, jeszcze praca, ale już taka czwartkowa. Szukasz ciekawych wydarzeń na fejsie. Może nawet znajdzie się czas na małe piweczko wieczorem, w gronie przyjaciół.
Wydatki: hot dog w pracy – 5 zł, dwa piwka – 14 zł, papierosy – 12 zł. Razem 31 zł.

Piątek

Czujesz się wspaniale. Trzeba tylko wytrzymać do określonej godziny i w końcu PIĄTECZEK! Nie musisz już aż przez kilka dni wykonywać swojej znienawidzonej pracy! Możesz w końcu zrobić, co zechcesz. Czyli się zmasakrować. Pierwsze piweczko otwierasz od razu po przyjściu do domu albo jeszcze w drodze. Zawodnicy bardziej subtelni otworzą je dopiero na domówce, biforze, murku, fontannie lub nawet w klubie, jeżeli mamy styl na bogato albo słabą głowę. Ze wszystkimi znajomymi napotkanymi po drodze witamy się i od razu żegnamy, bo już zaraz nie będziemy nic pamiętać (to nie moje, ale boskie, kiedyś się nieźle się z tego uśmiałam w internetach:)) Jest wspaniale, browar się leje, kobiety dookoła, stary co się dzieje! Dużo śmiechu, wspinania się na wyżyny absurdu i tylko ten trzeźwy kolega, który nie wiadomo po co tu siedzi i lepiej niech już sobie idzie, ma coraz bardziej nietęgą minę. Można ewentualnie zmienić lokal na taki z lepszą muzą, dokupić jeszcze alko i cieszyć się jazdą na całego. Parkiet wciąga. Kto nie ma siły, niech się wspomaga. Mnożą się pamiętne chwile, których nikt nie zapamięta, bo każdy już od dawna ma blackout. W końcu piąteczek swobodnie i leniwie przeradza się w sobotę rano. Wtedy jedni podejmują decyzję o przedłużeniu imprezy o afterparty, inni jadą do domu, niektórzy przepadają gdzieś po drodze z nowo poznaną laską, której imię zapamiętają tylko dlatego, że ma je wytatuowane na tyłku.
Wydatki: dwa piwa – 10 zł, zrzuta na flaszkę – 10 zł, kolejne piwa – 20 zł, papierosy – 12 zł, taksówka po mieście – 15 zł, wjazd na imprezę – 10 zł, sztuka palenia na pół – 15 zł, składka na sztukę jakiegoś proszku, sprzedawanego jako mefka – 20 zł, kolejna wódka – 10 zł, taksówka na after 20 zł. Razem 123 zł.

Sobota

Opcja dla prawdziwych imprezowiczów: jedziemy po nową gorzałę i na kwadrat. Nikt już od dawna nie chce wiedzieć, jak wygląda ani słyszeć, co sam mówi. Na środku chaty siedzą dwie zgarnięte nie wiadomo skąd nieznajome panny z makijażem rozmazanym na pół twarzy i dyskutują o tym, czym różni się pies od kota. Tutejszy kot nota bene dawno już popełnił samobójstwo. W pokoju jest ciemno jak w dupie, bo goście mają światłowstręt. Powietrze można rąbać siekierą, a wszyscy leżą i unoszą się w niebycie, podtrzymując atmosferę dawkowanymi regularnie kielonkami i puszczaną głośną muzyką oraz nonsensownymi filmikami z Youtube, które wywołują zbiorowe ataki histerycznego śmiechu. Nagle do kogoś dzwoni mama, czy robić mu kolację, a przy okazji okazuje się, że jest osiemnasta. Wtedy jedni podejmują decyzję o odejściu na kolejne okrążenie, no, ewentualnie po krótkiej drzemce. Inni jadą dogorywać.
Wydatki: trzy piwa – 10 zł, flaszka tradycyjnie do podziału – 10 zł, pizza do podziału – 10 zł, czwarte i piąte piwo – 6 zł. Razem 36 zł.

Niedziela

Dziś świat jest rzadki i przelewa się przez palce, czas nie istnieje, a Ty odsuwając napady lęku wkraczasz do domu na miękkich nogach i z marszu chowasz się pod kołdrę. Chyba, że siedzisz pod nią już od wczoraj. Tak czy inaczej przez cały dzień stamtąd nie wyjdziesz. Lepiej, żeby w pobliżu był telefon, z którego można zadzwonić po pizzę. Nastrój poprawiają też piwka i jakiś blancik. I dużo wody. Niestety jeżeli przypadkiem się zatrułeś, to przez cały dzień nic nie zjesz ani nie wypijesz. Zamiast tego poznasz smak najgłębiej skrywanych treści swojego żołądka. Albo smak kartonu i waty. Chwila, w której można przyjąć jakiś pokarm, jest jak błogosławieństwo.
Wydatki: taksówka do domu – 20 zł, trzy piwka – 9 zł, tanie fajki – 11 zł, pizza – 25 zł. Razem 54 zł.

Poniedziałek

Nie jest tak źle, jak się spodziewałeś. Jakoś udaje Ci się wstać do pracy. Zresztą każdy w firmie jest tak samo chwiejny i bezproduktywny, więc nie czujesz się osamotniony. Wszyscy chwalicie się przed sobą nawzajem, kto był na lepszej imprezie i opowiadacie sobie, kto co odjebał. Wieczorem idziesz na jakieś zajęcia fizyczne i saunę, żeby wyrzucić z siebie toksyny. Jeśli starczy siły, to jeszcze spacer. W głowie nie za ciekawie, po piętach depczą stare znajome demony, ale udaje ci się je przegonić.
Wydatki: sauna 25 zł.

Wtorek

Niestety jest gorzej, niż wczoraj. Mówi się o czarnym wtorku. Polega on na tym, że w poniedziałek jedziesz jeszcze na oparach z weekendu, a we wtorek organizm doświadcza pełni zniszczenia. Twardo wykonujesz swoje obowiązki, ale tak naprawdę przez cały dzień nie udaje ci się nic osiągnąć poza częściowym pozbieraniem się do kupy. Wieczorem siłownia albo inny solidny wycisk dla zabicia wyrzutów sumienia. Lista pilnych zadań na ten tydzień pokrywa się kurzem i wolisz nawet do niej nie zaglądać. Zdobywasz się za to na odwagę, by zajrzeć do portfela. Bilans: -280 zł. Życie jest ciężkie i boli.

Środa

Czujesz się już lepiej! W głowie trochę szumi, ale to przejdzie. Będziesz żyć. Może nawet nie wywalą cię z roboty. Jaka to ulga, wstać wypoczętym i w normalnym nastroju. Nareszcie możesz się na czymś skupić i nawet nadrobić trochę zaległości, aczkolwiek bez przesady, aż tyle pary to ty nie masz. No, może trochę posprzątasz, zrobisz pranie. Później trzeba się zrelaksować, więc spotykasz się ze znajomymi i spędzacie jakoś nietoksycznie czas. Dzięki temu masz pewność, że wszystko jest z tobą w porządku.
Wydatki: bilet do kina albo obiad w knajpie – 20 zł, fajki – 12 zł, jedno piwko – 7 zł.

Czwartek

Czujesz się dobrze. Jesteś zaaferowany tym, że jutro piątek. Wiadomo, jeszcze praca, ale już taka czwartkowa. Szukasz ciekawych wydarzeń na fejsie. Może nawet znajdzie się czas na małe piweczko wieczorem, w gronie przyjaciół.
Wydatki: hot dog w pracy – 5 zł, dwa piwka – 14 zł, papierosy – 12 zł. Razem 31 zł.

I tak dalej.

Gdy masz lat kilkanaście, jest to jak marzenie. Gdy dwadzieścia parę – codzienność. Gdy przekraczasz trzydziestkę, może nadejść chwila nieprzyjemnej refleksji, że żyjesz w ten sposób od ponad dziesięciu lat, ale niekoniecznie musisz się tym przejmować. Z tygodnia na tydzień niewiele się zmienia poza coraz cięższymi kacami, coraz chudszym portfelem i coraz dłuższą listą pilnych zadań, odkładanych na później. Jeżeli nie załapiesz po drodze żadnych stanów depresyjnych, ostrych psychoz i napadów lęku, nie wysiądzie ci wątroba ani nie wpadniesz w najzwyklejsze uzależnienie, to znaczy, że zaliczasz się do osób silnych i możesz pić dalej.

Dlaczego jest tak trudno zostawić takie życie? Mogę odpowiedzieć za siebie samą sprzed kilku lat.
Bo wtedy moje problemy dogoniłyby mnie i zjadły. Bo nieuchronnie musiałabym w końcu zapoznać się z listą zaległości i uświadomić sobie, że jestem w najczarniejszej dupie wszechświata. Może nawet okazałoby się, że w moim życiu jest do wymiany coś poważnego, jak praca, związek, mieszkanie czy znajomi. A to jest ogromny stres, dyskomfort i w ogóle dajcie mi święty spokój, ludzie pojebało was, ja wcale nie piszę się na żadne zmiany. Jestem, jaka jestem. Przecież to lubię, to właśnie mój niepowtarzalny styl, który mnie określa. To moi przyjaciele, wspaniali ludzie, połączeni przez wspólne szalone weekendy. Czy to źle, że akurat taki mamy ulubiony sposób spędzania czasu? A co mamy robić? Gapić się w telewizor, na program rozrywkowy z Krzysztofem Ibiszem udającym Marylę Rodowicz?

Oczywiście, można całymi dniami gapić się choćby i w sufit, rzewnie wspominając czasy błogiej najebki i kontemplując pustkę, jaka zapadła w twoim życiu po odrzuceniu substancji odurzających. Można też spisać sobie listę marzeń dla przeciwwagi do listy obowiązków. Zacząć w końcu robić w końcu wszystko to, co od dawna czeka na swoją kolej, korzystając z masy wolnego czasu i luźnych funduszy, których nie zostawiasz już na mieście. Kupić sobie w końcu ten rower, gitarę, piłkę do kosza, kamerę video czy bilet na samolot. Nauczyć się robić zdjęcia, tańczyć, mówić po portugalsku. Poznać trochę samego siebie, a może i jakieś inne osoby. Na pewno dałbyś radę dopisać do tej listy coś swojego. Właściwie wszystko można, bo i czemu nie? Życie ma wiele odcieni. Ten jeden – melanżowy – już znasz, a co z pozostałymi?

Tak refleksyjnie, przy piąteczku.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s