10 powodów, żeby nie ćwiczyć jogi

Krótko i na temat: kilka wyjaśnień, dlaczego nie chadzasz na jogę.

1. Nie mam czasu.

Najlepszy powód ever, żeby nie robić czegokolwiek. Mam tę wymówkę w zanadrzu, ilekroć na horyzoncie pojawia się jakieś badziewie, w którym mam brać udział. Mam w końcu obowiązki. Godzina, o której jest joga, to akurat jedyny możliwy termin na wypranie narzecza mężowskich skarpet, ugotowania gara kartofli i obejrzenia osiemdziesiątego ósmego sezonu serialu Moda na Breaking bad w Wielkim Mieście (w nowym odcinku odcięta głowa Ridge’a jeździ na skorupie żółwia nafaszerowana dynamitem). Prawda jest taka, że na ważne rzeczy czas jakoś się musi znaleźć. Na przykład na umycie zębów. Joga jest jak mentalna higiena osobista. Przysięgam, że tak jest. Różnica między znalezieniem czasu na praktykę a olaniem tematu jest jak różnica między posiadaniem lśniącego, wypielęgnowanego uśmiechu hollywoodzkiej gwiazdy a paradowaniem z obiadem z zeszłego miesiąca wciśniętym między dwa ostatnie, zczerniałe zęby, spośród których przy wydechu wyfruwa stado much, a na języku gromadzi się kolonia grzybów zagrażająca lokalnemu ekosystemowi. Kogo wtedy obchodzi, czy jesteś wystarczająco dobrą gospodynią/matką/kumplem/kibicem/pracownikiem itd?

2. Nie mam kasy.

Myślisz, że ja mam kasę? To po co ja tu jeszcze siedzę, powinnam już dawno robić rundkę po malowniczych amerykańskich parkach krajobrazowych moim nowym krążownikiem szos. Załóż sobie blokadę na allegro, olej nową torebkę za pół wypłaty, przestań jeździć samochodem do Biedronki 100m od chaty, nie idź raz w melanż, to od razu hajs się znajdzie. Później kupisz sobie matę i od tej pory ćwiczenie jogi będzie Cię wynosić horrendalną kwotę zero złotych. Skorzystaj z programu motywacyjnego Karta Multifitcośtam, jeśli masz znajomych w korpo lub sam masz przyjemność tam pracować. Po wycisku na jodze będziesz mógł zakończyć wieczór na saunie, a jeśli jesteś kobietą – przy okazji nauczysz się tańczyć salsę. Same plusy, aczkolwiek kiedy nie miałam tej karty, sumiennie płaciłam za zajęcia, a to dlatego, że są to bardzo dobrze zainwestowane pieniądze.

3. Nie mam siły. Jestem taki zmęczony po całym dniu.

Już tłumaczę. Siła bierze się z mięśni. Nie jesteśmy czystym umysłem, przytroczonym do ciała za pomocą duszy. Człowiek składa się z ciała, czy mu się to podoba czy nie, i to stan i kondycja ciała decyduje o tym, ile kto ma siły. Również psychicznej. Jeżeli ciało jest słabe, zajechane powtarzającymi się czynnościami, wyczerpane przebywaniem ciągle w jednej pozycji i nie jest regularnie wietrzone, nawadniane, rozciągane i wzmacniane, to i głowa po chwili nie ma siły, motywacji, i tak wciąż kończymy na kanapie, ledwo mając siłę, żeby zmienić program w TV. Dodajmy do tego modę na odreagowywanie stresów alkoholem, który ciało dodatkowo osłabia. I dół gotowy. Joga jest specyficzną aktywnością, inną niż wyczerpujące treningi cardio czy wyciskanie na siłowni. Nie jest nakierowana na jak największe osiągnięcia, tylko znalezienie balansu. Rozciągnięcie zmęczonych mięśni działa jak balsam, jak najlepszy masaż. A po pewnym czasie zauważysz, że już nie czujesz się taki zniszczony po ciężkim dniu pracy pełnym wyzwań, trudnych klientów i toksycznych szefów, a w dodatku masz pomysł, co z tym zrobić.
Jest jeszcze jeden plus. Mocniejsze mięśnie produkujące więcej siły potrzebują więcej zasilania w postaci pokarmu. Możesz zatem zjeść więcej – i nie pójdzie w biodra 🙂

4. Nie jestem rozciągnięty, a na pierwszych zajęciach każą mi zakładać sobie obie nogi za głowę stojąc na rękach.

Po pierwsze: nikt Ci nic nie każe, przy wykupywaniu karnetu nie podpisujesz własną krwią żadnego cyrografu mówiącego, że od tej pory jesteś zmuszony do wykonywania poleceń, a w przyszłym tygodniu jest rytualne samobójstwo i oczywiście jest obowiązkowe. Jeśli czegoś nie potrafisz zrobić, to nie robisz i koniec pieśni. Trudno jest przekonać na początku ego, że naprawdę nie musisz zadrzeć nogi aż tak wysoko jak typ z siwą brodą po lewej, ale później to prawdziwy kamień z serca. Po drugie, po to są te wszystkie grupy początkujące, żeby ludzie zrobieni z drewna mieli gdzie rozwijać skilla i pomału przeistaczać się w ludzi z gumy. Ja po dwóch latach praktyki nadal najczęściej chodzę na grupę początkującą, dopiero ostatnio zaczynam bez większych problemów robić trudniejsze pozycje z tej grupy i nadal uważam, że na ogólną chodzą sami mędrcy bez kości. Wiem doskonale, jaka to obawa, kiedy instruktor prezentuje pozycję, przy której normalni ludzie łamią kark, i ja zaraz będę to zrobić. Ale wiem też, że tam dotrę. Joga właśnie na tym polega: na przekraczaniu własnych granic. Kiedy po miesiącach praktyki wreszcie widzisz, że zaczyna wychodzić, że Twoje wysiłki mają sens i że naprawdę własnym działaniem jesteś w trakcie dokonać istotnej zmiany – jest to potężny kop motywacji, nie tylko do jogi, ale też do przeniesienia nowych spostrzeżeń na inne dziedziny życia.

5. Joga jest nudna, wolę dynamiczne sporty.

To stały i odrobinę irytujący argument, pochodzący chyba z ubiegłego stulecia i promujący stereotyp jogi jako trwania w egzotycznej pozie bez ruchu. Słuchaj. Joga ma wiele odmian, jeśli lubisz medytację i hinduskie zawodzenie to dobrze trafiłeś. Jeśli lubisz porządny fizyczny wycisk, to trafiłeś jeszcze lepiej. Ważne, żeby wiedzieć na co się wybierasz i jak bardzo wysiłkowe lub delikatne będą zajęcia, albowiem może się okazać, że sam jesteś sobie winien idąc na lekcję tenisa i dziwiąc się, że nie jeżdżą tam konno. Nie sądzę, żeby na przykład ashtanga yoga okazała się dla ciebie za mało dynamiczna. Nuda to ostatnie słowo, które przyszłoby mi do głowy na określenie zajęć, gdzie od pierwszej sekundy do ostatniej cały czas wyciskasz z siebie siódme poty. Zresztą na porządnej sesji hatha yogi (to ta, w której wygląda, jakbyś się nie ruszał i nic nie robił) też nie ma obijania się. Każdy mięsień musi być precyzyjnie ustawiony i jeszcze trzeba wytrzymać parę minut w tej pozycji. Czasem zmaganie z samym sobą zajmuje tyle uwagi, że cała praktyka zlatuje jak z bicza strzelił, a Ty, leżąc w relaksie, jesteś pełen euforii, że w końcu możesz sobie poleżeć bez ruchu.

6. Joga jest niewygodna i boli.

Ha! Chciałoby się wypełnić życie samymi przyjemnościami. Ten mechanizm pochodzi jeszcze z czasów, gdy życie było prostsze i ból często oznaczał, że właśnie pożera nas niedźwiedź, nadgryza lis lub wdepnęliśmy w gniazdo os, a przyjemność – że przyjmujemy pokarm i nie umrzemy z głodu. Obecnie proste powtarzanie przyjemności i unikanie bólu może nam załatwić całą gamę chorób cywilizacyjnych. Wiedza, że prawdziwa cena za wypalenie fajki czy zjedzenie ciastka nie jest wypisana na opakowaniu, tylko przychodzi na rozpoznaniu od kardiologa wiele lat później, dla wielu z nas wciąż jest tajemna i niejasna. Poważnie – nie wszyscy łapią związek między przyczyną a skutkiem, a już na pewno większość lubi wierzyć, że ich to akurat nie dotyczy. (Ja czasem też.) A przecież zakwasy to najprzyjemniejszy rodzaj bólu. Boli, więc działa. Joga szybko wbija do głowy, że to, co przychodzi jako nagroda za wysiłek i determinację, jest najwięcej warte, i że pójście na taką nawet straszną, bolesną jogę jest w gruncie rzeczy fajniejsze, niż siedzenie i czekanie na garba. Poza tym szybko uczysz się, że istnieją różne rodzaje bólu i w ogóle odczuć. Ciało nieustannie wysyła nam komunikaty, których nie odbieramy, bo nie słuchamy, nauczeni, że to nieważne. Tymczasem odkrywamy, że ciało nie jest zbędnym balastem służącym do utrzymywania mózgu przy życiu, tylko naszą integralną częścią, jest mądre, i do tego jest naszym sprzymierzeńcem. Powie nam nie tylko, gdzie jest prawdziwy kres naszego skłonu do przodu (wcale nie tam, gdzie zaczyna boleć), ale też powie, kiedy zbyt długo idziemy w złym kierunku, wykonujemy nieodpowiednią pracę, marnujemy życie w związku, za duże ciężary dźwigamy i dosłownie, i w przenośni. To może być dopiero niewygodne i bolesne. Ale chyba warto się przekonać.

7. Joga jest dla kobiet, a ja jestem prawdziwym mężczyzną i mam cojones.

Fakt, dużo kobiet ćwiczy jogę. Sporo ich też czyta książki, tańczy na parkiecie, gra i śpiewa, jeździ na rowerze. Jak tak dobrze pomyśleć, dla facetów zostaje tylko piłka nożna, wojsko i polityka, bo nawet motoryzacja i picie piwa stały się uniseksowymi zainteresowaniami. Dlatego jeśli martwi cię, że coś robią kobiety, to masz problem, przynajmniej pod naszą szerokością geograficzną. Natomiast może cię zainteresować, że przez całe wieki joga była zarezerwowana wyłącznie dla mężczyzn. Po prostu to nie było kobiece zajęcie i basta. Bez owłosionej klaty nie wpuszczali na matę. Dopiero współczesne kobiety podłapały, że skoro mogą głosować i prowadzić samochody, to praktyka jogi też wchodzi w grę. I co? Tak po prostu oddajesz teren? Na niektórych zajęciach bywa nawet wiecej mężczyzn, niż kobiet. Niektóre asany są dla nich znacznie łatwiejsze, inne są wielkim wyzwaniem, a wyzwania chyba lubisz. Brak rywalizacji wbrew pozorom jest dla Twoich boskich cojones i Twojej psychy wojownika bardzo zdrowy. Rozładujesz też nadmiar energii, a na Twoje wyrzeźbione i utrzymane w idealnym zdrowiu ciało spojrzy każda laska, nieważne, jaką masz facjatę. A jeżeli przeraża Cię, że jacyś kumple skomentują Twoje nowe zainteresowanie, zastanów się, czyje to życie i kto Ci będzie mówić, co Ci się ma podobać, a co nie.

8. Jestem za stary, zanim się nauczę, będę mieć sto lat.

Jak to mówią – będziesz mieć tyle samo również wtedy, kiedy się nie nauczysz. A na pewno będziesz wtedy wyglądać i czuć się zupełnie inaczej. Joga to eliksir młodości. Idź na zajęcia i zobacz te wszystkie siwe, starsze panie, jakie mają umięśnione, wyprostowane i silne ciała, ile energii i żywotności w nich jest. Ciało każdy ma tylko jedno i fajnie, kiedy jest w dobrym stanie i długo nam służy. W szkołach jogi są zajęcia dla seniorów, delikatne zajęcia dla ludzi ze schorzeniami kręgosłupa, grupy dla kobiet z typowymi problemami, a na sali wcale nie przeważają dwudziestolatki. Poza tym daj spokój, ciepłe kapcie i TV? Coś Ci się jeszcze należy od życia.

9. Nie mogę ćwiczyć jogi, bo ksiądz powiedział, że to grzech.

Trudno polemizować z takim argumentem. Każdy z nas dokonuje w życiu własnych wyborów i jeżeli podjąłeś decyzję, że swój światopogląd oprzesz na tym, co mówią księża, to pozostaje mi to uszanować i przyznać, że to nie moja sprawa. Na poważnie i bez ironii. Przyjmując niektóre autorytety nie możesz ćwiczyć jogi, medytować ani robić żadnych innych rzeczy, które przybliżają cię do zgłębiania duchowości na własną rękę, bez pośrednictwa księży. Bo w jodze, tak jak wszędzie w świecie wokół nas, jest duchowość i moc. Jest radość, miłość, idea niekrzywdzenia, ciągła praca nad sobą, skupienie i wyciszenie, droga do poznania siebie. Nikt Ci nic nie wciska, to indywidualna ścieżka, oparta na doświadczeniu, nie na ślepej wierze. Dlatego jest zagrożeniem dla niektórych systemów. Jeżeli im ufasz. pozostaje Ci zrezygnować z praktyki. Pozostałym polecam podjęcie decyzji samodzielnie. Mnie osobiście pokojowa, nieinwazyjna i dążąca do harmonii filozofia jogi nasuwa skojarzenie z przesłaniem głoszonym przez pewnego żyjącego ponoć wieki temu długowłosego kolesia z brodą, za którym ówczesny Kościół również nie przepadał;)

10. Nie chce mi się.

Po tym, jak się tu rozpisałam, wciąż Ci się nie chce? Tylko jedna osoba może sprawić, że Ci się zachce – zgadnij kto. Nie ja. I nie mówię tylko o rozpoczęciu praktyki jogi, ale o tym, żeby w ogóle wstać, wyłączyć kompa i zacząć działać. Zawsze się na tym dobrze wyjdzie. Polecam. I życzę miłego dnia 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s